Tak, nazwa bloga to zawsze frapująca sprawa. Musi być łatwa
do zapamiętania, niepowtarzalna,
ciekawa, śmieszna, itd., itp., ... no to nie dam sie! Bo damą nie jestem, oj
daleko mi do niej...Ale nie o to tutaj chodzi. Ten blog będzie moją walką -
spróbuje nie dać się pokonać łakomstwu, które włada moim życiem. I bynajmniej,
nie chodzi mi o dietę dla celów estetycznych, tylko, niestety, zdrowotnych.
Mniej wiecej dwa lata temu zdiagnozowano u mnie zespół Sjogrena. Nie wiem kiedy
dokładnie to się zaczęło, kiedy dolegliwości przeszły w chorobę lub były już
objawami choroby...dlatego opiszę po kolei co działo sie z moim ciałem. Oj nie,
nie będzie strasznie. Spokojnie. Nie było żadnej tragedii, tylko taki mały
kamyczek w bucie – zajady, problemy ze skóra na głowie, spierznięte usta...ale
o tym w innym poście. Po prostu drobnostki, których nie należało ignorować,
traktować jako odrębne pojedyncze historie, a jako całość i jeden problem.
Polecę Wam pare mądrych książek, przepisów, podrzucę linki nt. samej choroby i
będę dzielić się ogólnie zdobytą wiedzą.
Nie chciałam pisać bloga, bo robią to już wszyscy. Blog na
temat wiązania krawatów, parzenia kawy, mycia zębów, skaładania origami,
porannych myśli, złych snów...są ich tysiące, jeśli nie miliony w Polsce. Ale
być może jakaś zbłąkana ‘sjogrenowska dusza’,
szukająca pomocy lub kogoś do porozmawiania, ktoś, kto właśnie dostał diagnozę
trafi tu i razem będzie nam raźniej. Być może też zainteresowane blogiem będą
osoby z ‘naszych kręgów’ chorób autoagresywnych i znajdą tu natchnienie dla
siebie. Raczej nie będę starała się dotrzeć do ludzi, którym zdrowie dopisuje.
Niestety, nie raz
ze względu na swoje podejście do jedzenia byłam przez nich wyśmiewana -nie to,
że się tym bardzo przejmuję, ich sprawa, ich ciało i ich życie. Z doświadczenia
już wiem, że dopóki wszystko jest w porządku (to oczywiście pojęcie względne,
zależy czy nadwaga, zgaga, bóle żołądka i temu podobne można za takie uznać..),
to nikogo-przepraszam, zdecydowaną większość, nie interesuje dieta. Sama
zresztą na początku swojej drogi, nim nie spróbowałam z despreacji, nie bardzo
w to wierzyłam.
I tu znowu powraca nieszczęsny temat łakomstwa;) Dlaczego
teraz? Ostatnie pół roku gwizdałam na dietę. Przeprowadziliśmy się z mężem poza
miasto. W okolicy robią przeeepyszneee burgery. Jakże łatwo jest wziąc telefon
do ręki, zamówić burgera z grilowanym mięskiem i pieczoną lokalnie bułką?!
Mmmm...A nie stać przy garach dwie godziny i jeszcze potem zjeść wszystko w 10
minut i godzinę sprzątać. Szkoda życia! Niestety, to nie jest droga dla mnie.
Moje ciało znów mówi dość. Nawet nie bardzo moge to kolejny raz zignorować, bo
tak mi dopiekło... Dwie doby gorączki 39+,ból głowy, dreszcze takie, że cała
skóra boli, ból i ropień w piersi (bo jestem mamą karmiącą – był to także jeden
z pretekstów do niestosowania diety.. na pewno muszę to zjeść, bo potrzebuję,
ciało woła! i ten ciągły wilczy apetyt..). Po pierwszej dobie do zestawu
doszedł bardzo silny ból gardła, być może angina, od drugiej doby włączony
antybiotyk (już wiem z doświadczenia co
ten cudowny lek poczyni w moich jelitach..) oraz ból slinianki tak silny, że
byłam przekonana o ewentualnym zapaleniu ucha. Kiedy to po dwóch dniach
gorączka odpuściła, rano na ustach powitało mnie pięć opryszczek ( !!! rekord
świata ??). Pytanie – jak pozostać obojetnym wobec tak zacnego zestawu? Chyba
się nie da.. Ja nie potrafię. Choć już wiem jak ciężko będzie się oprzeć pewnym
rzeczom jak wyzdrowieje i zdaje sobie sprawę, że będzie to niełatwa i
niesprawiedliwa walka !!! Bye bye czekolada, bye bye cukier, bye bye mąka, bye
bye mleko i moje ulubione cappuccino...

Ni komentarjev:
Objavite komentar